
Przestałem marzyć, jak człowiek nie marzy, umiera.
Październik 18, 2010Witam,
Po jakże długiej nieobecności, w trakcie której przeżyłam wiele wypraw do wnętrza mojego wspaniałego umysłu.
Mniejsza – gdzieś generalnie muszę wyrzucić z siebie te wszystkie frustracje. Budzę się rano i już wiem, że to będzie kolejny zjebany dzień. Zawsze – zawsze jest coś co kompletnie wyprowadzi mnie z równowagi. Spowoduje, że największa błahostka zostanie w moim umyśle rozdmuchana do skali przeogromnej i to właśnie ją będę rozdrapywać cały dzień.
Czuję się jednak całkowicie usprawiedliwiona – wegetuję w takim popieprzonym kraju, że po prostu inaczej już nie potrafię. Co gorsza – wegetuję tutaj na własne życzenie.
Ktoś mi kiedyś powiedział “Jesteś naiwną idealistką. Człowiekiem wierzącym w niemożliwe”. Jestem. Dlatego dalej jestem tam gdzie jestem. Czekam na zmiany.
Żyję w kraju absurdu. Żyję w kraju, gdzie remonty zaczyna się na zimę, nie wczesną wiosną. Gdzie ludzie zabijają się na własne życzenie. Gdzie brakuje kasy na leczenie chorych dzieci. Gdzie ludzie nazywają siebie złodziejami i hipokrytami. Gdzie ludzie w imię religii zabijają się nawzajem i skaczą sobie do oczu – jasne śmiejmy się dalej z rozjuszonych Irakijczyków, myśląc że jesteśmy lepsi. Żyję w kraju gdzie nie mogę swobodnie być tym kim jestem. Gdzie nie dorobię się fortuny bo nie mam znajomości i nie prześlizgam się na plecach mojej rodziny i znajomych, a nawet jak otworzę własną firmę to ona plajtnie bo zeżrą mnie podatki. Gdzie cały rok zapierdalam na utrzymanie całego elementu, przy czym nie stać mnie na wiele rzeczy. W kraju gdzie alkoholikom daje się renty. W kraju gdzie niedługo za poparcie aborcji będzie się palić na stosie. W kraju gdzie śmierć 18 osób robi większe wrażenie na ludziach niżeli śmierć małego dziecka. Wyobraźcie sobie kiedyś, że to dziecko mogło by wiele zmienić. Żyję w kraju gdzie nie każdy ma szansę się edukować.
Żyję w kraju, w którym ludzie na starość muszą zbierać puszki żeby mieć na suchą bułkę. Żyję w kraju, gdzie zabranie dziecka z patologicznej rodziny trwa dłużej niżeli zamknięcie 103 sklepów z dopalaczami. Gdzie ludzie patrzą tylko na siebie. Gdzie dostaniesz oklep za nic. Gdzie wyładowywanie swoich frustracji na innych, obrażanie kogoś jest normalką. Żyję w kraju gdzie kościół ma władzę. Żyję w kraju gdzie gdzie wszystko jest do dupy – utwierdzają mnie w tym codziennie przepchane autobusy, korki na ulicach, zawistni ludzie, odebrane telefony, przysłane smsy, każda minuta ciszy, każde nowe doświadczenie, każda spotkana osoba, każda kolejka w sklepie. Gdzie czuję się jak w powieści Orwellowskiej. Gdzie zawsze muszę wybierać z dwojga złego.
Gdzie nic mnie nie czeka. Gdzie wszystko przede mną.
Błyśnijcie wszyscy teraz inteligencją i pomyślcie “jak Ci tak źle to wyjedź.”. Tak jest najłatwiej. Zawinąć ogon i ucieć. Schować się w deszczowej Anglii i tam ponosić takie same porażki jak tutaj, tyle, że na odrobinie wyższym poziomie. Ja chcę kształtować swoje poglądy na temat dzisiejszej gospodarki właśnie tutaj. Chcę brać udział w wyborach. Chce dokonywać świadomych wyborów. Chcę mieć poczucie, że jeszcze nie wszystko stracone. Chcę czuć, że mam na coś wpływ. Chcę to przeżyć tutaj. Nie potrafiłabym tego zrobić. Zostawić wszystkiego i żyć ze świadomością, że nic nie zrobiłam. Z całym swoim bagażem. Z całą sobą. Chcę coś zmieniać. Myślicie, że tam jest inaczej?.
Ja jestem idealistą?. Ja jestem nieudacznikiem.

“żyję w kraju w którym wszyscy chcą mnie zrobić w chuja”
takie coś mi się nasunęło.
a co do ogółu wypowiedzi to mam podobne przemyślenia. idziesz na wybory wybierasz mniejsze zlo, nie lepszgo prezydenta. glosujesz na cokolwiek/kogokolwiek i tak sie nie ziści. nie ma żadnego punktu odniesienia, bo w polsce zawsze bylo zle. ludzie ciesza sie z tego co maja, a tak naprawde nic nie maja. o, sry. maja ‘kżyrza’ i nic ich stad nie ruszy.
“Ja jestem idealistą?. Ja jestem nieudacznikiem.” – masz rację. Polecam wczasy w Anglii – szybsza wiosna, cieplejsze lato.Lekka mżawka ostudza promienie słoneczne.
Odrobiny wyższy poziom życia pozwala zaś kupic w miarę fajne auto nie wykonując na ten cel planu 5 letniego.