Witam,
Długo mnie znowu nie było – czas i stres tak goni, że powoli zapominam o połowie rzeczy. Między innymi o tym miejscu. Mojej oazie spokoju – gdzie bezkarnie mogę wyrażać swoje prawdziwe, albo fałszywe poglądy. Taka forma wyrażania frustracji jest dopuszczalna chyba w Naszym Orwelowskijm świecie?. Jeśli nie – samodzielnie wyznaczę sobie karę w postaci lewatywy.
Godzina późna, ale właśnie teraz zalała mnie fala myśli, które powodują, że roznosi mnie chęć napisania ich tutaj.
Ten wpis będzie formą terapii i małym testem na to kto tutaj wchodzi. Jeśli już ktoś wejdzie proszę o pozostawienie takiej informacji – ilość komentarzy na przełomie pewnego czasu zaważy na tym czy blog zostanie usunięty czy nie. Nie jest to forma szantażu – natomiast szanuję sobie mój wolny czas i nie chcę go marnować na niepotrzebne rzeczy.
Ostatnio codziennie podnoszę sobie morale obrażając innych ludzi. Generalnie nie widzę w tym nic złego. Jestem samolubną jednostką, która w trosce o pewien spokój i próbę zagłuszenia rosnącego wkurwienia stara się zachować stoicki spokój, przybrać odpowiednią pozę. Zdradzić to co się chcę i wybadać rozmówcę. Fascynuje mnie ostatnio co raz bardziej psychologia. Ludzkie, czasami nieświadome zachowania są zadziwiające. Oczywiście moja ocena względem niektórych rzeczy może być mylna, czasami bardzo bym chciała właśnie tego. Natomiast powtarzające się schematy powodują, że człowiek żyje w strasznie chujowych czasach.
Jesteśmy więźniami. Nie ma wyjścia – zawsze będzie coś. Od momentu poczęcia każda podjęta decyzja wywiera niewyobrażalny wpływ na Nasze życie. Skutki są momentami nieodwracalne. Dobrze, że mam pełną świadomość, że nic z tego nie rozumiecie, i pewnie drapiecie się po głowie o chuj mi chodzi?, co ona wzięła?. Bezsenność mnie dojebała – zbyt spora akcja w życiu powoduje, że pewne mechanizmy się wyłączają. Wyłącza się potrzeba snu, jedzenia – jest to natomiast niczym przy braku motywacji, samozawięcia – człowiek wtedy wegetuje. Bo coś go zżera, a coś ciągnie do tego wyścigu szczurów. Chuj wie czy płynąć z prądem, czy dać za wygrane świadomości, że jednak mam możliwość wpływu na niektóre sytuacje. Mogę zdecydować co zrobić, czy iść czy stać, czy pić czy lać… jak żywnie mi się to podoba. Motywowała by mnie jakaś akceptacja, wsparcie – zrozumienie od kogoś, że to jest do zaakceptowania. Nie świadczy o Twojej głupocie czy zdziwaczeniu tylko o jakimś poczuciu własnej wartości. Nawet jak to wrodzony debilizm to ok. Natomiast z reguły jest tak, że jak człowiek jest szczery, i może pomóc natomiast ma też wady – i te wady zdradzimy to jest nie do przyjęcia. Powoduje to blokadę, potem spięcia…. i na końcu jest chuj. Bo zostaje świadomość spierdolonej szansy. Na minimum lojalności.
Dobrze, że już chyba nawet nie odczuwam złości. Jedyne czego się nauczyłam, to nie działać pod wpływem emocji. Czas, płynący nawet najwolniej może wywołać samokontrolę.
Idę spać – rano do roboty se idę. Będę świeżynka.




Witam,
Subtelny zapieprz w pracy, w połączeniu z szalonymi mrozami spowodował, że znowu postanowiłam zwiększyć częstotliwość oglądanych filmów. Czasem natknie mnie na krwawe seanse, pozbawione większego sensu, czasem co dziwne najdzie mnie ochota na komedię, a jeszcze kiedy indziej najdzie mnie na filmy z głębszym sensem.
Z reguły filmy, które zamierzam obejrzeć staram się dobierać sobie starannie… czasem mnie „olśni” i dochodzi do takich chorych projekcji.
Cóż… w sumie napisać co nie co o tym filmie planowałam zaraz po seansie – jednak postanowiłam poczekać aż emocje opadną i trochę bardziej obiektywnie na tą produkcję sobie spojrzę. Zaznaczyć muszę, że na sam film wybrałam się z lekkim dystansem – w końcu kompletnie nie moja tematyka. Z Sci-Fi już dawno wyrosłam. Mimo to wybrałam się… nie żałuje. Wydanych pieniędzy, trzech godzin siedzenia na niewygodnym foteliku. Opłacało się! – w końcu!.